Hej!
Obecnie jest tak, ale zanim tak było...
..troche historii...Zawsze odkąd pamiętam, miałam problem z dzikim sianem na głowie. Nigdy nie udało mi się trafić do fajnej fryzjerki która potrafiłaby dobrze obciąć, wycieniować włosy. W sumie to nie wiem czy 12 lat temu o tym słyszano;p Szło się do fryzjera, mówiło o problemie z układaniem włosów, a te j** na prosto, w efekcie wychodziłam od fachowca jako Mikołaj Kopernik... W gimnazjum zaczęły się masakrycznie kręcić, z dnia na dzień. Były miękkie w dotyku ale tak uparte że nawet przy spinaniu w kucyk na samej głowie widać było skręt fal. Bałam się że za jakiś czas będę posiadaczką baranka po tacie, ale na szczęście odpuściły sobie i uspokoiły swój skręt. Pamiętam, że uratowała mnie odżywka bez spłukiwania ,niestety nie pamiętam nazwy ani firmy:( troche słabsza ale także dobra była taka z nivei dla kręconych włosów. Zapewne były to bomby silikonowe...Coż ja mogłam cudować na głowie...hmm...kucyk i rozpuścić^^ , nie mogłam pozwolić sobie nawet na grzywke, bo jestem szczęśliwą posiadaczką kilku wilków w tym rejonie.. (dopiero teraz na starość są bardziej uległe)



